Widzew prowadził 3:1 i grał w dziesiątkę. Śląsk wyrwał remis w końcówce
foto: slasknet.com
Czerwona kartka, trzy gole Widzewa i szalona końcówka
Mecz Śląska Wrocław z Widzewem Łódź dostarczył kibicom wszystkiego, czego można oczekiwać od spotkania Ekstraklasy. Sześć bramek, czerwona kartka już na początku spotkania, gra w osłabieniu przez niemal cały mecz, odrabianie strat i gol na wagę remisu w końcówce. Ostatecznie oba zespoły podzieliły się punktami, a na tablicy wyników zobaczyliśmy rezultat 3:3.
Czerwona kartka i dwa ciosy Widzewa
Spotkanie rozpoczęło się dla Widzewa w najgorszy możliwy sposób. Już w 7. minucie Przemysław Wiśniewski sfaulował Malaly’ego Dembélé, który wychodził na czystą pozycję. Początkowo sędzia Marcin Kochanek sygnalizował spalonego, jednak po analizie VAR zmienił decyzję i ukarał obrońcę Widzewa czerwoną kartką. Łodzianie musieli więc przez niemal całe spotkanie radzić sobie w dziesiątkę.
Wydawało się, że Śląsk otrzymał ogromny prezent i szybko przejmie kontrolę nad spotkaniem. Stało się jednak zupełnie inaczej. Widzew nie zamierzał ograniczać się wyłącznie do obrony i już w 15. minucie objął prowadzenie. Po błędzie Grzegorza Tomasiewicza i interwencji Karola Niemczyckiego do odbitej piłki dopadł Mario García, który skierował ją do siatki.
Wrocławianie próbowali odpowiedzieć, lecz zamiast wyrównania stracili drugiego gola. W 36. minucie Karol Świderski uruchomił w kontrataku Frana Álvareza, a Hiszpan wykorzystał sytuację i podwyższył prowadzenie Widzewa na 2:0. Mimo gry w osłabieniu goście schodzili więc do szatni z dwubramkową przewagą.
Śląsk wrócił do gry, ale Widzew odpowiedział
Po przerwie Śląsk ruszył do odrabiania strat i bardzo szybko zdobył bramkę kontaktową. W 47. minucie gospodarze przeprowadzili akcję w polu karnym Widzewa. Po próbie wykończenia piłka została odbita od Steve’a Kapuadiego i wpadła do bramki. Trafienie zostało zapisane jako gol samobójczy obrońcy Widzewa.
Wrocławianie poczuli, że mogą jeszcze odwrócić losy spotkania. Ich nadzieje zostały jednak szybko ostudzone. W 63. minucie Widzew ponownie odskoczył na dwie bramki. Mario García podał do Ángela Baeny, a Hiszpan precyzyjnym uderzeniem pod poprzeczkę zdobył trzecią bramkę dla łodzian.
Śląsk nie zamierzał się jednak poddawać. Gospodarze konsekwentnie szukali kolejnych okazji, a ich wysiłki przyniosły efekt w 78. minucie. Piotr Samiec-Talar dośrodkował w pole karne, a Przemysław Banaszak wygrał walkę o piłkę i głową pokonał Bartłomieja Drągowskiego. Wynik 2:3 oznaczał, że wrocławianie mieli jeszcze kilkanaście minut na uratowanie choćby punktu.
Wojna nerwów i szalona końcówka
Ostatnie minuty spotkania były prawdziwą wojną nerwów. Śląsk rzucił wszystkie siły do ataku, a Widzew próbował utrzymać korzystny rezultat mimo gry w osłabieniu. W 85. minucie gospodarze trafili nawet do siatki, jednak bramka nie została uznana z powodu pozycji spalonej.
Wrocławianie dopięli swego chwilę później. W 89. minucie Piotr Samiec-Talar ponownie posłał piłkę w pole karne, a tym razem dośrodkowanie wykorzystał Eniss Shabani. Zawodnik Śląska uderzeniem głową doprowadził do wyrównania i wprawił Tarczyński Arenę w ekstazę.
W doliczonym czasie gry emocje jeszcze nie opadły. Sędzia analizował sytuację w polu karnym Śląska pod kątem potencjalnego rzutu karnego dla Widzewa, jednak ostatecznie nie zdecydował się na podyktowanie jedenastki. Wynik nie uległ już zmianie i oba zespoły musiały zadowolić się jednym punktem.
Remis 3:3 najlepiej podsumowuje szalone spotkanie we Wrocławiu. Widzew przez zdecydowaną większość meczu grał w dziesiątkę, dwukrotnie prowadził różnicą dwóch bramek, a mimo tego nie zdołał dowieźć zwycięstwa do końcowego gwizdka. Śląsk z kolei pokazał charakter i dzięki dwóm bramkom w końcowym kwadransie uratował punkt.
Dyskusja Czytelników (0)