Jagiellonia rozbiła Raków! Siedem goli w Częstochowie i kolejna porażka „Medalików”

Maksymilian Rożek
1 September 2026, 19:37
5 min czytania 0 komentarzy
Udostępnij: Facebook X / Twitter

foto: rakow.com

Jagiellonia Białystok urządziła sobie prawdziwy festiwal strzelecki w Częstochowie. W meczu 6. kolejki PKO BP Ekstraklasy mistrz Polski pokonał Raków aż 5:2. Gospodarze dwukrotnie obejmowali prowadzenie, ale za każdym razem Jagiellonia odpowiadała, a końcówka spotkania całkowicie należała do przyjezdnych.

Dla Rakowa był to już czwarty rozegrany mecz w tym sezonie ligowym i jednocześnie czwarta porażka. „Medaliki” nadal pozostają bez choćby jednego punktu, natomiast Jagiellonia dopisała do swojego dorobku kolejne trzy oczka.

Raków rozpoczął od mocnego uderzenia

Początek spotkania mógł dawać kibicom Rakowa sporo powodów do optymizmu. Gospodarze nie zamierzali oddawać inicjatywy mistrzom Polski i już w pierwszej połowie znaleźli drogę do bramki.

W 23. minucie Mahir Emreli wykorzystał sytuację pod bramką Jagiellonii i otworzył wynik spotkania. Raków prowadził 1:0, a częstochowianie mogli liczyć na to, że po trudnym początku sezonu wreszcie przełamią złą passę.

Jagiellonia bardzo szybko pokazała jednak, że nie zamierza się załamywać po stracie gola.

Imaz odpowiedział z jedenastu metrów

Białostoczanie potrzebowali zaledwie kilku minut, aby doprowadzić do wyrównania. W 31. minucie goście otrzymali rzut karny, a odpowiedzialność za jego wykonanie wziął na siebie Jesús Imaz.

Doświadczony Hiszpan zachował zimną krew i pewnie wykorzystał jedenastkę. Wynik zmienił się na 1:1, a Jagiellonia odzyskała kontrolę nad spotkaniem.

To jednak nie był koniec emocji w pierwszej połowie.

Zaledwie kilka minut później mistrz Polski poszedł za ciosem. W 37. minucie Nik Prelec wykorzystał sytuację ofensywną Jagiellonii i po raz drugi pokonał bramkarza Rakowa.

W ciągu niespełna kwadransa gospodarze przeszli więc od prowadzenia 1:0 do wyniku 1:2.

Raków nie zamierzał się poddawać

Po przerwie częstochowianie ruszyli do odrabiania strat. Gospodarze nie chcieli dopuścić do kolejnej porażki, szczególnie że przed spotkaniem nadal czekali na swoje pierwsze punkty w sezonie.

W 56. minucie Raków doprowadził do wyrównania. Jakub Jendryka wykorzystał podanie Vladislava Kochergina i skierował piłkę do siatki. Na tablicy wyników ponownie pojawił się remis, tym razem 2:2.

W tym momencie wszystko wskazywało na to, że spotkanie może zakończyć się prawdziwą wojną nerwów. Obie drużyny miały swoje momenty, a wynik pozostawał sprawą otwartą.

Nikt nie spodziewał się jednak tego, co wydarzy się w ostatnim kwadransie.

Trzy gole Jagiellonii w końcówce

W 76. minucie Jagiellonia ponownie otrzymała rzut karny. Tym razem do piłki podszedł Guilherme Montóia. Brazylijczyk nie pomylił się i dał swojej drużynie prowadzenie 3:2.

Raków miał jeszcze czas na odpowiedź, ale wydarzenia na boisku zaczęły wymykać się gospodarzom spod kontroli.

Zaledwie dwie minuty później Jagiellonia zdobyła kolejną bramkę. Ousmane Sow wykorzystał okazję i podwyższył prowadzenie mistrza Polski na 4:2.

Raków znalazł się w fatalnym położeniu. Gospodarze musieli ruszyć do przodu, ale jednocześnie odsłaniali coraz więcej miejsca zawodnikom Jagiellonii.

Goście wykorzystali to w samej końcówce.

W 89. minucie Youssouf Sylla zdecydował się na uderzenie z dystansu po indywidualnej akcji. Piłka znalazła drogę do bramki, a wynik zmienił się na 5:2.

W ciągu zaledwie kilkunastu minut Jagiellonia zdobyła trzy gole i całkowicie rozstrzygnęła spotkanie.

Jagiellonia z kolejnym zwycięstwem, Raków nadal bez punktu

Końcowy wynik 5:2 jest dla Jagiellonii niezwykle cenny. Zespół z Białegostoku potwierdził, że nawet po stracie pierwszego gola potrafi zachować spokój i odwrócić losy spotkania.

Dla Rakowa sytuacja wygląda natomiast coraz gorzej.

„Medaliki” rozegrały dotychczas cztery spotkania ligowe i wszystkie zakończyły się porażkami. Zespół Dawida Kroczka ma więc na koncie zero punktów, a bilans bramkowy po czterech meczach wynosi 5:11.

Co szczególnie bolesne, Raków po raz kolejny stracił kilka bramek w jednym spotkaniu. Tym razem po wyrównaniu na 2:2 gospodarze mieli realną szansę na odwrócenie losów meczu, ale końcówka całkowicie należała do Jagiellonii.

Białostoczanie natomiast pokazali ogromną skuteczność. Pięć zdobytych bramek na wyjeździe robi wrażenie, szczególnie przeciwko zespołowi, który w poprzednich sezonach słynął z solidnej organizacji gry.

Raków pod ogromną presją

Po czterech ligowych spotkaniach bez punktu sytuacja Rakowa robi się bardzo trudna. Częstochowianie rozpoczęli sezon od porażek i na ten moment znajdują się na samym dole tabeli.

Co więcej, porażka z Jagiellonią przyszła niedługo po odpadnięciu z europejskich pucharów. Raków przegrał z Hajdukiem Split po dramatycznym dwumeczu i nie zagra w fazie ligowej Ligi Konferencji.

Teraz przed zespołem Dawida Kroczka pozostaje już wyłącznie walka na krajowym podwórku. Pierwszym zadaniem będzie wreszcie zdobycie punktów i zatrzymanie serii porażek.

Jagiellonia wykorzystała swoją szansę

Jagiellonia może natomiast zaliczyć ten weekend do bardzo udanych. Mistrz Polski wywiózł z Częstochowy trzy punkty i zrobił to w niezwykle efektownym stylu.

Spotkanie miało praktycznie wszystko, czego można oczekiwać od ligowego hitu: siedem bramek, dwa rzuty karne, kilka zwrotów akcji i niezwykle emocjonującą końcówkę.

Raków dwukrotnie obejmował prowadzenie, ale Jagiellonia za każdym razem znajdowała odpowiedź. Ostatecznie to właśnie goście zachowali więcej zimnej krwi w decydujących fragmentach.

Raków Częstochowa 2:5 Jagiellonia Białystok

Bramki: Mahir Emreli 23′, Jakub Jendryka 56′ – Jesús Imaz 31′ (k.), Nik Prelec 37′, Guilherme Montóia 76′ (k.), Ousmane Sow 78′, Youssouf Sylla 89′.

Dyskusja Czytelników (0)

Wyraź swoją opinię

Dodaj swój komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pamiętaj o zachowaniu kultury wypowiedzi.